Test: Volvo c70 – cukierek dla dużych chłopców

Test: Volvo c70 – cukierek dla dużych chłopców

0

Volvo C70 stworzone zostało do jazdy pod gołym niebem. Miękko pomrukujący silnik i sprężyste zawieszenie przemieniają podróż w rozkoszne doznania. Równocześnie jednak samochód doskonale nadaje się do sportowej jazdy dzięki sztywnemu nadwoziu i stabilnemu trzymaniu się drogi.

Pierwsza generacja Volvo C70 oferowana była w dwóch wersjach nadwoziowych: coupe i kabriolet, a model – mający premierę w roku 1997 – był stylistycznym cukiereczkiem szwedzkiej firmy. Wprawdzie pojazd oglądany obecnie na drodze nie wzbudza już takich emocji, ale gdy w roku 1998 testowałem ten model – wywoływał ogromne zainteresowanie. Zrywał bowiem zarówno ze stylem oferowanym przez Volvo, czyli ciężkich stylistycznie limuzyn, jak i ze stylem konkurencyjnych modeli. C70 był ofercie do roku 2005. Na pojazd drugiej generacji czekaliśmy do roku 2009. Wtedy to stylistyczny cukiereczek zmienił się w prawdziwe „motoryzacyjne cacuszko”. Zamiast wytwarzać dwa modele (coupe, kabrio) zdecydowano się bowiem na ofertę jednego modelu ze składanym sztywnym dachem, co uatrakcyjniło formę pojazdu. Dodatkowo zaś, zachowując klasyczną formę Coupe (w przypadku zamkniętego dachu), zaznaczono tak dynamiczną linią, że nawet podczas postoju wydaje się, iż pojazd jest zwierzęciem gotowym do skoku. Zacznijmy jednak od początku.

Volvo C70 nadwozie – sportowy styl

Kiedy podchodziłem w centrali Volvo na parking, gdzie stał pojazd, moim oczom ukazał się klasyczny coupe o wymiarach 485 cm długości, 182 cm szerokości i 140 cm wysokości z długą maską, potężną szybą tylną o dużym nachyleniu i dość wysokim płaskim bagażniku. Dynamikę modelu podkreślają światła przednie zachodzące na błotniki, wykonane w formie kropli rozmytej przez wiatr oraz charakterystyczna forma wlotów w zderzaku, w których ukryto światła przeciwmgielne. Dodatkowo, sportową formę modelu uwydatniał też biały kolor nadwozia i ogromne wnęki kół w których wyraźnie zarysowane były czarne kontury osiemnastocalowych kół.

Po otwarciu drzwi ukazała się nieskazitelnie biała skórzana tapicerka oraz dynamicznie wyglądające fotele przednie i kanapa z tyłu z wyprofilowanymi dwoma miejscami. Jednak cztery wygodne miejsca nie powinny nikogo zwieść. Rozstaw osi wynoszący 264 cm nie jest wprawdzie mały, gdyż 265,5 cm to rozstaw Audi A4 produkowanego do roku 2008, ale charakterystyczne nisko umieszczone siedziska (przez co nogi jadących są bardziej wyprostowane) i zagwarantowanie jak najlepszej pozycji kierowcy, sprawiają, że C70 nie można uznać za samochód rodzinny. Wprawdzie wyprofilowane siedziska na tylnej kanapie pozwalają na wygodną jazdę, ale nie można jej porównywać z klasycznym samochodem osobowym.

Wnętrze – prawdziwy Volvo

Zajmuję miejsce w samochodzie i… wydaje się, jakbym codziennie wsiadał za kierownicę tego modelu. Konsola środkowa jest bowiem klasycznym rozwiązaniem stosowanym przez Volvo od czasu wprowadzenia do oferty pierwszych S80 i S60, charakteryzującym się wspaniałą ergonomią, przez co ustawienie klimatyzacji, radio czy skonfigurowanie telefonu jest banalnie proste. Także prosty skandynawski design, w którym wszystko podporządkowane jest prostocie i uniwersalności dają odczucie, jakbyśmy codziennie użytkowali pojazd i bez problemu znajdujemy wszystkie nastawy. Ponieważ największą frajdą jest jazda kabrioletem, po zajęciu miejsca we wnętrzu naciskam przycisk umieszczony na konsoli środkowej i… rozpoczynają się czary. Najpierw nieznacznie uchylają się szyby boczne i otwiera pokrywa bagażnika. Następnie płaszczyzna dachu przesuwa się do tyłu, składa na szybę tylną i tak złożona „kanapka” chowana jest do bagażnika. Teraz czekamy tylko na zamknięcie klapy bagażnika i powtórne ustawienie szyb bocznych w pozycji maksymalnej. Po wykonaniu całej – trwającej kilkanaście sekund – operacji, sygnał dźwiękowy informuje nas, że oto ze sportowego coupe nasz samochód zmienił się w kabriolet.

Czytaj więcej: Test: Volvo c70 – cukierek dla dużych chłopców